Często słyszę od moich pacjentów historię, która zawsze wywołuje w nich spory niepokój. Wyobraźcie sobie taką sytuację: trafiają do szpitala lub innego gabinetu, a młodszy lekarz przegląda ich listę leków i rzuca z powątpiewaniem: „Nie wiem, dlaczego pan to bierze. Tego nie ma w najnowszych wytycznych!”. Pacjent wraca do mnie zrezygnowany i przerażony, zastanawiając się, czy podałem mu przestarzały, niebezpieczny albo wręcz nieskuteczny preparat.
„Tego nie ma w zaleceniach!” – skąd bierze się niepokój pacjentów?
Postanowiłem nagrać o tym film i napisać ten tekst, aby wyjaśnić jedną kluczową rzecz: brak leku w międzynarodowych wytycznych to nie to samo co dowód na jego nieskuteczność.
Medycyna opiera się na dowodach, a oficjalne wytyczne są niezwykle potrzebne – porządkują wiedzę, pomagają podejmować decyzje i chronią pacjentów przed przypadkowością leczenia. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy traktować je jako zamknięty, jedyny słuszny katalog.
Dlaczego skuteczna terapia może nie trafić do europejskich zaleceń? Odpowiedź bywa brutalnie prosta: ekonomia.
Nowe vs. stare leki: Nierówna walka o miejsce w wytycznych
Aby lek trafił do międzynarodowych algorytmów, potrzebuje ogromnych, wielośrodkowych i niezwykle drogich badań klinicznych. Kto za nie płaci? Zazwyczaj firmy farmaceutyczne, które wypuszczają na rynek nowy, chroniony patentem lek. Jeśli badanie się uda, inwestycja się zwróci z nawiązką.
Antazolina w praktyce: Gdy skuteczny lek nie ma komercyjnego „posagu”
A co ze starymi, tanimi substancjami bez patentu?
Posłużyłem się przykładem antazoliny – leku stosowanego od lat w polskich szpitalach, który w badaniach i rejestrach (takich jak ANPF czy KANT) wykazuje bardzo dobrą skuteczność w szybkim przywracaniu miarowego rytmu serca. Mimo że działa, nie znajdziecie jej w podstawowym algorytmie Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Dlaczego? Bo antazolina jest jak publiczna studnia – nikt nie ma na nią wyłączności, więc żaden prywatny inwestor nie wyłoży milionów na jej certyfikację.
To stwarza groźną lukę:
-
Brak sponsora oznacza brak wielkiego badania.
-
Brak badania oznacza brak leku w wytycznych.
-
Brak w wytycznych sprawia, że lek znika ze szkoleń młodych lekarzy.
-
A brak w edukacji prowadzi do tego, że lekarz bezrefleksyjnie odrzuca skuteczną metodę i straszy pacjenta.
Nie namawiam nikogo do ignorowania wytycznych ani do sięgania po niesprawdzona pseudomedycynę. Walka z szarlatanerią jest absolutnie kluczowa. Musimy jednak zacząć odróżniać metody pozbawione dowodów od tych, które mają świetne dane kliniczne, ale nie miały komercyjnego „posagu”, by przebić się do międzynarodowych tabel.
Wytyczne medyczne powinny być dla nas drogowskazem, a nie granicą wiedzy czy autopilotem wyłączającym myślenie kliniczne. Celem medycyny nie jest leczenie ślepo według tabeli za wszelką cenę, ale podjęcie najlepszej i najbezpieczniejszej decyzji dla konkretnego pacjenta.


