Musimy rozpocząć dyskusję od tego czym jest w ogóle homocysteina? Otóż jest ona aminokwasem, zawierającym w sobie siarkę. Homocysteina u ssaków może powstać z innego aminokwasu siarkowego, czyli metioniny i jest to jedyna ścieżka jej powstawania.

Czyli można powiedzieć już na pierwszy rzut oka, że jeżeli mamy dużo innych aminokwasów siarkowych (takich jak metionina) to łatwiej będzie gromadzić homocysteinę – ponieważ właśnie w przemianie aminokwasów siarkowych może powstać homocysteina.

Czy dobrze jest mieć w diecie za dużo aminokwasów siarkowych odsyłam Was do podcastu klubowego (odcinek 42), gdzie omawiam tę drobną różnicę, dotyczącą właściwej ilości aminokwasów siarkowych w diecie. Diabeł tkwi w szczegółach – ale zrozumienie to nic skomplikowanego.

 

 

No dobrze, to teraz dlaczego tyle osób się czepia tej homocysteiny?

Przecież jest aminokwasem, a aminokwasy, jeżeli pamiętacie, są to takie cegiełki, z których jak z klocków budujemy wszystkie swoje białka.

Więc dlaczego homocysteina jest tą czarną owcą rodu aminokwasów?

Otóż jest tak dlatego, że homocysteina jest tak zwanym fałszywym aminokwasem!

Czyli jest klockiem, który nie pasuje do budowy naszych białek! Czyli jest jakby klockiem z innego kompletu…

Ale jeżeli chcecie znać prawdę taką jaką ona jest (co udokumentowano dopiero w ostatnich latach), to okazuje się, że homocysteina może być wbudowana w niektóre białka. Problem w tym, że białka w które została wbudowana homocysteina najczęściej tracą swoją funkcję, którą normalnie powinny w organizmie pełnić. Czyli białka zawierające homocysteinę są białkami nie pełnowartościowymi, można powiedzieć że są białkami uszkodzonymi.

Ale to nie wszystko. Białka zawierające homocysteinę nie tylko nie działają prawidłowo, ale też szkodzą naszym komórkom, czyli przejawiają aktywność cytotoksyczną, indukują powstawanie stanu zapalnego. Te zawierające homocysteinę białka również stymulują powstawanie skrzeplin, co nazywamy działaniem protrombogennym.

I na koniec jeszcze jedno działanie tych zawierających homocysteinę białek, a mianowicie jest to działanie proneuropatyczne, czyli zawierające homocysteinę białka negatywnie wpływają na funkcję naszych nerwów!

Przepraszam Was bardzo za tę ilość skomplikowanych słów, ale musiałem Wam to opowiedzieć, abyście zrozumieli powiązania homocysteiny z różnymi problemami chorobowymi.

Dla lepszego zrozumienia jeszcze raz podsumuję: homocysteina jest fałszywym aminokwasem, generalnie nie wbudowuje się prawidłowo w nasze białka. A jeżeli się wbudowuje, to te białka nie pełnią swoich prawidłowych funkcji, a wręcz obecność zawierających homocysteinę białek, może powodować albo zwiększać prawdopodobieństwo wystąpienia u nas problemów chorobowych.

 

Mam nadzieję, że teraz rozumiecie, że kumulowanie się w naszym organizmie dużych ilości homocysteiny nie jest pożądanym przez nas zjawiskiem.

 

Powiedziałem kumulowanie się, ponieważ pewna ilość homocysteiny zawsze będzie u nas stwierdzana w badaniach laboratoryjnych. Jest to po prostu – można powiedzieć – produkt uboczny przemian aminokwasów siarkowych, w tym przypadku metioniny.

Problem pojawia się wtedy, kiedy właśnie tej metioniny skumuluje się zbyt dużo.

Taki stan, gdzie mamy za duże stężenie homocysteiny nazywamy (uwaga kolejne trudne słowo) hiperhomocysteinemią.

Kolejna sprawa to: do jakich ilości mówimy o szeroko rozumianej normie, a co jest tą granicą, która określa nam nieprawidłowe stężenie homocysteiny. Na podstawie dotychczas wykonanych badań  wiemy, że poziomy homocysteiny powyżej 10 mikromola/L powodują zwiększanie prawdopodobieństwa pojawienia się u nas problemów chorobowych związanych właśnie ze zbyt dużą ilością homocysteiny. I taki poziom (przypomnę – poniżej 10 mikromoli/L) chcę uzyskiwać u swoich pacjentów.

W pewien sposób mylące może być dla Was to, że na wyniku badań laboratoryjnych jako granicę normy zobaczycie 12 mikromoli/L homocysteiny. To można powiedzieć bardziej liberalne podejście do korygowania poziomu homocysteiny.

Tak jak powiedziałem dla mnie tą granicą jest 10 mikromoli/L. Opieram się na konsensusie niemiecko-austriacko-szwajcarskiego towarzystwa (DACH-LIGA homocystein).

Opierając się na szacunkach właśnie tego towarzystwa, utrzymywanie poziomu homocysteiny poniżej 10 mikromoli/L teoretycznie może zapobiec nawet 25% incydentów kardiologicznych, takich jak zawały i udary. 25% to bardzo dużo, innymi słowy na każde 4 osoby jedna nie dostanie zawału lub udaru. Wydaje się zatem, że jest o co walczyć!

 

No właśnie, jeżeli mamy walczyć z hiperhomocysteinemią, to dobrze by było wiedzieć, dlaczego tak naprawdę miałoby nam zależeć na obniżaniu jej poziomu. Innymi słowy: czym grozi nam hiperhomocysteinemia?

 

Pewnie już zauważyliście, że w moich podcastach często pojawia się zagadnienie dotyczące niewłaściwej funkcji śródbłonka naczyniowego. Ale jest tak dlatego, że to śródbłonek naczyniowy zawiaduje funkcją naszych naczyń. W języku angielskim jest takie słowo gatekeeper, co można by było po polsku przetłumaczyć jako strażnik dobrej funkcji naszych naczyń. Tym właśnie jest śródbłonek naczyniowy!

Okazuje się, że podwyższony poziom homocysteiny upośledza funkcje śródbłonka naczyniowego, zaburza prawidłową produkcję przez śródbłonek tlenku azotu (NO). Tlenek azotu znany również dla Was jako gaz rozweselający, jest naszą wewnętrzną najsilniejszą substancją o działaniu rozszerzającym naczynia. Jeżeli wyobrazimy sobie, że mamy teraz za mało tlenku azotu, który rozszerza nasze naczynia, to chyba łatwo zrozumieć, dlaczego naczynia się obkurczają. Jeżeli naczynia się obkurczają, dochodzi do wzrostu ciśnienia tętniczego. Widzicie jak po łańcuszku, jak po nitce do kłębka doszliśmy od podwyższonej homocysteiny do nadciśnienia tętniczego! Przypominam dane za rok 2020: 10,5 miliona Polaków spełnia kryteria rozpoznania nadciśnienia, a co dopiero mówić o skali całego świata.

Jak widzicie jednym z czynników, który będzie się do tego przyczyniał będzie przegapiony podwyższony poziom homocysteiny!

Ale nie tylko poprzez mniejszą dostępność tlenku azotu szkodzi nam homocysteina. Również upośledza funkcje antyoksydacyjne w obrębie śródbłonka naczyniowego, zwiększa się narażenie naszych komórek na tak zwane wolne rodniki.

Te z kolei wolne rodniki zaburzają metabolizm lipoprotein, co dla Was oznacza, że w naszych naczyniach krąży więcej tego złego cholesterolu. Utlenione lipotroteiny LDL tzw. oxLDL są łatwiej zjadane przez makrofagi. Obżarte tym cholesterolem makrofagi nazywają się komórkami piankowatymi – przypominają piankowe słodycze kupowane dzieciom (nadmieniam, że te słodycze też zbyt zdrowe dla naszych pociech nie są!). W każdym razie, te piankowate makrofagi przyciągane stanem zapalnym jak magnesem do ściany naczynia tam po prostu umierają, tworząc cholesterolowe cmentarzysko i w ten właśnie sposób cholesterol pakuje się do ścian naszych naczyń, budując blaszki miażdżycowe! Pokazałem tutaj Wam znowu po nitce do kłębka związek pomiędzy podwyższoną homocysteiną a budowaniem cholesterolowych blaszek miażdżycowych.

Jest to ważne, ponieważ obecnie w mediach społecznościowych i w przestrzeni dyskusji publicznej guru medycyny alternatywnej mówią nam, że lekarze każą Wam przejmować się cholesterolem, a wy macie się przejmować homocysteiną!

 

Robią tak (ci źli lekarze), bo na obniżanie cholesterolu mają drogie tabletki, a obniżanie poziomu  homocysteiny to żaden dla nich biznes!

Być może słyszeliście tego typu opinie, ja słyszałem wielokrotnie i ciągle je słyszę powtarzane przez moich pacjentów.

Zauważcie, że istnieje związek pomiędzy nieprawidłowym poziomem homocysteiny, a tworzeniem się utlenionych lipoprotein, które wbudowują się w blaszki miażdżycowe.

Nie można się poruszać od ściany do ściany – że jedno to jest homocysteina a drugie to jest cholesterol – jedno wpływa na funkcję drugiego! Nasz organizm to olbrzymia zależność wielu czynników, które niejednokrotnie funkcjonują na zasadzie naczyń połączonych.

Zatem do zapamiętania!

Podwyższona homocysteina zwiększy łatwość pakowania się cholesterolu w Wasze blaszki miażdżycowe.

Homocysteina nie jest jedynym bodźcem do tworzenia stanu zapalnego w naczyniach i przyciągania tam cholesterolu – tego już guru alt-medu Wam niestety nie mówią… Bo u nich przekaz ma być łatwy i jasny – w tym przypadku lekarze „ukrywają prawdę, bo najważniejsza jest homocysteina!”

Homocysteina owszem, jak widzicie, robi złą robotę, ale nie tylko ona!

 

Wyniki retrospektywnych badań typu case-control pokazują nawet ile konkretnie zależy od podwyższonej homocysteiny. Otóż szacuje się, że 10% wszystkich rozpoznanych przypadków choroby wieńcowej jest spowodowanych hiperhomocysteinemią. Natomiast odnosząc się do laboratoryjnych norm, zwiększenie poziomu homocysteiny o 5 mikromoli/L zwiększa ryzyko wystąpienia u nas choroby niedokrwiennej serca aż o 84%!

 

Pokrótce również odniosę się do oskarżenia, że lekarze nie zlecają badania homocysteiny systematycznie pacjentom. Rzeczywiście oznaczenie homocysteiny nie mieści się w panelu oceny typowych czynników ryzyka wystąpienia zawału czy udaru. NFZ za to właśnie z tego powodu nie chce płacić…

Natomiast to oznaczenie jest na pewno elementem oceny rozszerzonej w zakresie tak zwanego ryzyka rezydualnego. Jeżeli chcecie sobie przypomnieć o tym czym jest ryzyko rezydualne, odsyłam Was do 26 odcinka podcastu Premium Klubu Zdrowia.

 

Podsumowując zagadnienie wpływu zbyt wysokich stężeń homocysteiny na nasze zdrowie to, jeżeli mówimy o zaburzeniu funkcji śródbłonka naszych naczyń, jeżeli mówimy o pogarszaniu funkcji naszych naczyń, to znowu mamy analogię do poprzedniego odcinka podcastu – wszystkie czynniki, które powodują pogarszanie funkcji naszych naczyń wpływają na cały nasz organizm, dlatego że nasze naczynia są siecią, która doprowadza krew do każdego grama naszego ciała.

Jeżeli Wasza sieć dróg działa niewłaściwie, to zaopatrzenie Waszych narządów tkanek komórek będzie nieprawidłowe, więc możemy spodziewać się różnego rodzaju problemów chorobowych.

W poprzednim odcinku podcastu mówiłem, że koronawirus również zaburza funkcje śródbłonka, co skutkuje powikłaniami infekcji koronawirusem.

Zobaczcie, dzisiaj mamy analogię do homocysteiny.

 

Przedstawiłem Wam tylko główny mechanizm szkodliwości homocysteiny- wątek ten będę rozwijał również w kontynuacji tego podcastu, czyli w podkaście premium.

Ale aby podsumować trzeba powiedzieć jasno, że stanowisko światowej organizacji zdrowia WHO klasyfikuje hiperhomocysteinymię, czyli taki stan gdzie mamy za dużo homocysteiny jako silny czynnik zwiększający ryzyko wystąpienia u nas chorób serca i naczyń.

Dodatkowo zbyt dużo homocysteiny zwiększa ryzyko demencji, czyli wystąpienia u nas zmian otępiennych, szczególnie o typie otępienia alzheimerowskiego.

 

Mam nadzieję, że przybliżyłem Wam dzisiaj zagadnienia dotyczące homocysteiny, wokół których narasta też wiele mitów związanych z interpretacją badań naukowych przez guru medycyny alternatywnej.

 

W kontynuacji wątku homocysteiny w podcaście premium będę mówił między innymi:

  • Jak pozbyć się nadmiaru Hcy?
  • Jak zapobiegać hiperhomocysteinemii?
  • Jakie są inne działania niepożądane nadmiaru Hcy?
  • Czy obniżanie poziomu homocysteiny rzeczywiście w badaniach klinicznych wpłynęło na poprawę losów pacjentów?
  • Kliniczny obraz pacjenta z wysoką Hcy – czyli historie homocysteinowych rekordzistów – ich objawy, diagnoza, losy
  • Czy badać poziom Hcy?
  • Czy potrzebna jest suplementacja – moje rekomendacje?